Pani Mariolu, oszukali Nas z tym macierzyństwem…

Pani Mariolu, oszukali Nas z tym macierzyństwem…

Wiele z Nas wyobrażało sobie to wszystko naprawdę inaczej. Co więcej… mało w tym Naszej winy. Po prostu oszukali Nas. To artykuł dla mam i przyszłych mam o tym, że nas wykiwali i nikt nawet nie przeprosił.

Macierzyństwo jest absolutnie wspaniałym doświadczeniem… dla niektórych kobiet. Znam też kobiety, które żałują, bo choć kochają swoje dzieci, to same straciły zbyt dużo, jednocześnie czując, że dają za mało. Są też kobiety, które kochają tę rolę całym sercem, ale jest im czasem naprawdę ciężko, bo nie spodziewały się, że to wszystko będzie bywało, aż tak trudne

Ja nie oceniam. Dobrze jest czasem powiedzieć na głos i usłyszeć na własne uszy, że macierzyństwo naprawdę bywa gorzkie i nikt nie powinien się oblewać poczuciem winy tylko dlatego, że dotkliwie to odczuł. Niezależnie od tego, jakie są Twoje najprawdziwsze i najszczersze odczucia co do macierzyństwa, to gdzieś po drodze zostałaś prawdopodobnie po prostu skrzywdzona – skrzywdzona zakłamywaniem rzeczywistości, idealizowaniem i tworzeniem nierealnych oczekiwań.

Dziś sobie o tych kłamstwach porozmawiamy.
Po co? Bo to od dialogu zaczynają się zmiany. Ale zanim dialog… mamy wszystkie prawo do złości, do poczucia niesprawiedliwości i do powiedzenia tego wszystkiego na głos. Do powiedzenia tego dla samej siebie, do przyznania się, że zostałaś okłamana, do ochronienia przed tym inne kobiety.

Oto kłamstwa, które dostrzegam na co dzień w rozmowach z matkami, a niektóre z nich wychodziły na jaw w moich rozmowach z samą sobą. Zobacz, czy Ty w któreś z nich (być może nieświadomie i niechcący) uwierzyłaś. Ta świadomość już okaże się uwalniająca, bo prawda – choć czasem boli – to zawsze uwalnia. 

Kłamstwo nr 1: Wybuch miłości od pierwszych chwil.

Naprawdę wiele mam wierzy w to, że gdy tylko urodzą dziecko i przytulą je do siebie, to wybuchnie miłość i rozpocznie się ta przepiękna historia, o której tyle kobiet pisało w internecie/mówiło jej osobiście. Posty, zdjęcia, wiersze… wszyscy mówią, że miłość do dziecka to jest coś nie do opisania. Więc przyszłe mamy wyobrażają sobie, że przytulą tę kruszynkę i od razu poczują “to coś”, ten wodospad miłości. Wyobrażają sobie, że od razu będą wiedzieć, co robić, jak się zachować, a ten maluszek… uśmiechnie się i wszystko będzie tak jak miało być. 

W tych wyobrażeniach zapominamy, że życie to nie bajka, że dzieci płaczą od pierwszych sekund swojego życia, a w macierzyństwie jest wiele tematów, o których absolutnie nikt nam nie powiedział (ale ja Ci o nich opowiem dziś). Poza tym… my kobiety słyszymy, odkąd jesteśmy małymi dziewczynkami, jak niesamowita jest miłość matki do dziecka – co jest prawdą, bo takiej miłości nie znajdziemy w innych relacjach – jednak nikt nie mówi, że nie zawsze jest to miłość od pierwszego wejrzenia. 

Mówi Nam się, jak piękne to jest doświadczenie. Od razu z góry społeczeństwo, najbliżsi i rodzina zakładają, że jeśli jest w domu dziewczynka, to “kiedyś sama” będzie miała swoje dzieci, a dzieci dadzą jej szczęście. Wydaje mi się to krzywdzące – wmawia się dziecim, że absolutnie każdą kobietę uszczęśliwią dzieci i że są one gwarancją najpiękniejszych uczuć, które się pojawią od razu, “bo tak działa natura”.

A nawet jeśli kobieta chce być matką? Tak z głębi serca i naprawdę? I gdy nią zostaje… to i tak często wpada w pułapkę tych bajek… “Czy coś ze mną nie tak?”, “chyba jestem złą matką, bo nic nie poczułam”, “przecież miałam od razu po urodzeniu maluszka czuć lawinę wspaniałych uczuć, a ja jestem wykończona i chce mi się płakać”!! – to słyszę od wielu kobiet, które właśnie urodziły.  Dlatego tu od razu słowo ode mnie – bywa różnie. Niektóre mamy czują wybuch miłości, ale naprawdę spora ich część na początku czuje się właśnie tak: wykończona, pusta, rozchwiana emocjonalnie. I to jest normalnie. Po pierwsze – Nasz organizm jest skrajnie zmęczony, bowiem 9 miesięcy tworzenia nowego życia w sobie, a potem wydania go na świat nie należy do najłatwiejszych zadań w świecie. Po drugie – często ciąży i porodowi towarzyszą wyrzuty hormonów – a wszystko po to, by Ci teoretycznie ułatwić to doświadczenie, ale ich nagły spadek tuż po porodzie bywa naprawdę trudny i odbija się na Twoim samopoczuciu, humorze. 
Czasem pojawia się tzw. baby blues, czy nawet więcej,depresja poporodowa. To normalna reakcja organizmu. Tak może być. Nie musi, ale może i to jest okej.  Po trzecie – no właśnie… wiele mam miało ogromne oczekiwania, bo nasłuchały się o tym wybuchu miłości od pierwszego wejrzenia – a rzeczywistość? Bywa nieco rozczarowująca. I to nie jest Twoja wina, że poczułaś/poczujesz się zmieszana tym faktem.

Właśnie dlatego warto mówić, jak jest, a nie udawać, że macierzyństwo i ciąża to krainy mlekiem i miodem płynąca, w której jednorożce przygrywają na skrzypcach w rytm Twojego nigdy nieustępującego radosnego śmiechu.

Kłamstwo nr 2: Obraz pięknej i wypoczętej matki w mediach.

…czyli… Droga Telewizjo, Reklamo, Internecie, Drogie Social Media… chrzańcie się wszyscy. 

Wiem, że wiesz, że reklamy i filmy to fikcja, a social media to tylko te piękne wyrywki z życia, ale Twoja świadomość to jedno, a to, co trafia do Twojej podświadomości to drugie. Gdy zobaczysz tysiąc razy reklamę niedzielnego popołudnia, podczas którego mama biega z dwójką dzieci i psem po ogrodzie, a tato zajmuje się w tym czasie grillem i z uśmiechem na twarzy obserwując swoją cudowną rodzinkę, to gwarantuje Ci, że pewne przekonania zakotwiczone w tym obrazie zostaną w Twojej głowie.

A no wiesz… nie tak wygląda codzienność setek tysięcy mam. I na pewno ta dwójka dzieciaków się nie kłóci co sekundę o coś, mąż na pewno nie woli odpocząć w weekendy, niż stać przy grillu cały dzień, a sierść psa nie leży w każdym kącie domu, zwierzak też nie gryzie mebli, nie sika w domu, nie śpi w łóżku i na pewno nikt się nie kłóci o to, kto go wyprowadzi. Aaa! A mama z reklamy oczywiście piękna, pomalowana, w pięknych ubraniach, bez odrostów na głowie i paznokciach, wypoczęta i skora do zabawy z pociechami. Żyć, nie umierać. 

Szkoda tylko, że to bujda. Szkoda tylko, że gdzieś z tyłu Naszej głowy utkwił obraz, że tak wygląda wolny czas spędzany z rodziną i że widząc swoje odbicie w lustrze, już zaczynamy się obwiniać, że nie wyglądasz jak wcześniej lub jak “one”.

W tym kontekście ważne jest założenie sobie filtra na tę zakłamaną rzeczywistość – taki detektor kłamstwa i wciskania ściemy. I pracuj nad tym – gdy widzisz, że Twoja głowa zaczyna Cię porównywać lub dążyć do tych “ideałów” łap się na tym i tłumacz sobie, dlaczego jest to nierealne.

Bo nie jest. Bo tak nikt nie żyje. Nie ma idealnych matek, kobiet, ojców, mężów, rodzin. One nie istnieją, więc może lepiej postawić na bycie “wystarczająco dobrymi ludźmi”?

Kłamstwo nr 3: Brzuszek się wchłonie, a poza tym wygląd nie jest najważniejszy.

Fakty są takie, że w historii ludzkości mało było czasów podobnych do tych dzisiejszych, w których kanon piękna jest tak wyśrubowany i oddalony od możliwości oraz zasobów zwykłych kobiet. I te social media pełne photoshopów, filtrów i operacji plastycznych… 

Dorzućmy do tego wiecznie pojawiające się komentarze dotyczące Twojego wyglądu przed, w trakcie i po ciąży – trudno to wszystko dźwignąć i nie nabawić się kolejnych stu pięćdziesięciu kompleksów, które potem wpajamy nieświadomie swoim córkom, pokazując im, że ich wygląd jest tak ważny, że dodatkowe kilogramy mogą wpłynąć na zrezygnowanie z ubierania swojej ukochanej czerwonej sukienki oraz wyjść z przyjaciółkami na kawę.

Mało kto też się nam pochwalił, że dla części społeczeństwa kobieta w ciąży staje się “dobrem wspólnym” niczym w indiańskim plemieniu. Dotykanie brzucha ciężarnej bez jej zgody, dawanie rad, o które nikt nie prosił, pytania sprawdzające, czy będzie “dobrą mamą”, uwagi do jej wyglądu w trakcie i po ciąży – to rzeczywistość wielu kobiet.

Pamiętaj, że masz wybór.

Jeśli obserwujesz gwiazdy fitness, a ich wpisy na Facebook’u i Instastories na Instagramie Cię motywują, a przytyki otoczenia dotyczące Twojej wagi czy czegokolwiek innego bawią, to w porządku.

Jeśli jednak kolejne fit laski wyskakujące z Twojego telefonu tylko Cię dobijają i wpędzają w poczucie winy oraz kompleksy, a komentarze otoczenia sprawiają przykrość, to nie bój się odciąć od tego, co Ci nie służy. Daj unfollow, postaw granice w relacjach. 

Kłamstwo nr 4: Będziecie się razem opiekować dziećmi i wspierać w wychowaniu.

Ogromnie życzę każdej z Was, aby tak zawsze było. Ale jak jest w rzeczywistości większości matek?
Wiedziały, że raczej trochę więcej będzie na ich głowie, niż partnerów, ale nie wiedziały, że będą mamami 24 godziny na dobę i że to jest, aż tak wyczerpujące. Tak wiele by oddały za bycie matką nie 24, a chociaż 20 godzin na dobę. W Polsce wciąż mocno i dobrze się ma patriarchat, więc często słyszymy, że “to kobiety są od wychowania dzieci” lub “od czego taka zmęczona…przecież cały dzień siedzisz w domu”.

A “Branie urlopu tacierzyńskiego/ojcowskiego to wstyd/wymysł”. Nawet mój program wyłapujący literówki w moich tekstach mi to w tej sekundzie próbuje powiedzieć…

Dużo ciężaru, odpowiedzialności i psychicznego obciążenia spada na kobiety. Mało kto też mówi o tej całej nieodpłatnej pracy, którą wykonuje masa kobiet w Polsce – pranie, gotowanie, prasowanie, opieka nad dzieckiem…

I choć wiele się zmienia, a wiele z Was ma ogromne wsparcie w swoich partnerach (z czego ogromnie się cieszę), to nie możemy zapominać, że to są rzeczy, które dzieją się wciąż stosunkowo rzadko – częściej w dużych miastach lub w podmiejskich miejscowościach. Nierzadko też mówimy o tym, że mężowie Nam pomagają, ale czy faktycznie oni powinni pomagać? Opiekując się chwilę dzieckiem? Wynosząc śmieci? Powinni pomagać, a nie współuczestniczyć? Być partnerami w tym wszystkim, a nie tylko pomocą?

I tu nie odpowiem Ci, jak powinno być, bo nie mam pojęcia, kim jesteś i jaka jesteś, czego pragniesz i co jest dla Ciebie ważne. Nie wiem też, kim i jaki jest Twój mąż oraz jakie on ma marzenia i wyobrażenia, ale wy jesteście parą i to na szczęście nie moje, a Wasze zadanie, ustalić to wszystko. 

Czego pragniecie? Jak widzicie wychowywanie wspólne dzieci? Jak będzie wyglądać podział obowiązków? Co zrobicie, gdy jedno z Was będzie chciało/potrzebowało gdzieś wyjść ze znajomymi? Kto będzie brał wolne w pracy, gdy dziecko się rozchoruje? Kto będzie zajmował się gotowaniem?

Wiem, że są kobiety, które nie zamierzają rezygnować z pracy i kariery.
Wiem, że są kobiety, które chcą mieć zrobione paznokcie i dalej chodzić na jogę.
Wiem, że są kobiety, które chcą zostać w domu i zajmować się dzieckiem i domem.
Wiem, że są kobiety, które chcą z pewnych rzeczy zrezygnować w imię domu, rodziny.
Wiem, że są kobiety, które chcą czegoś pomiędzy i szukają złotego środka.

Każda z Was ma prawo do własnych marzeń, do własnego wyobrażenia, jak będzie wyglądało Wasze życie. Ja w tym punkcie tego tekstu ostrzegam Was przed pułapką wyobrażeń nieskonfrontowanych z Waszym partnerem (być może widzi to wszystko inaczej?) i nieskonfrontowanych z rzeczywistością (czasem czegoś pragniemy i trochę zakłamujemy rzeczywistość – wydłużamy dobę; zapominamy, że będziemy potrzebować snu lub czasu na dojazdy, lub, że może nam zabraknąć siły na to wszystko, co sobie zaplanowałyśmy)

Kłamstwo nr 5: Dzieci spajają związek. 

Taa? Powiedzcie to tym wszystkim parom, które się od siebie oddaliły, których życie seksualne padło i nie wstało. Kobieta w połogu, potem zajmująca się maleństwem, zmęczona, niewyspana, której ciało się zmieniło, odkąd urodziła dziecko, która z każdej strony jest wpędzana w poczucie winy z powodu tego, jak wychowuje swoje dziecko, jak wygląda i czego to nie robi, a powinna.

A faceci? Też są często zmęczeni. Zarwane noce, opieka nad dzieckiem, dziecko w małżeńskim łóżku, cały dzień w pracy po niedospanych nockach albo eksmisja na kanapę.

A czasem jeszcze inny scenariusz.

Czasem jedna ze stron, a czasem obie tracą zainteresowanie sobą nawzajem, randkami, wspólnymi wieczorami lub nocami. Obgadajcie to. Przygotujcie się na te trudne uczucia, skrajne zmęczenie, ustalcie, co z tym zrobicie. Bo dziecko może spajać, może Wam dać poczucie, którego wcześniej nie mieliście, być cudem dla Was obojga umacniającym tylko Waszą miłość i relację, ale samo się nie zrobi, samo się nie spoi.

Prawdopodobnie pojawią się trudniejsze momenty. Warto po prostu o tym wiedzieć i nie traktować dziecka “jak wisienki na torcie” zwanym związkiem, bo nią nie jest. Nie jest dodatkiem, i posiadanie dziecka mało ułatwia, a raczej częściej sporo utrudnia. Na pewno wiele zmienia.

Kłamstwo nr 6: Pojawienie się dziecka jest niczym pojawienie się brakującego puzzla w układance zwanej życiem.

No właśnie… wiele kobiet słyszy, że posiadanie dziecka to wypełnienie takiego brakującego obszaru w ich życiu. Ha… jasne! Pojawienie się dziecka bardziej, niż “uzupełnienie brakującego puzzla” w układance zwanej życiem przypomina… zrzucenie bomby na Hiroszimę…

To nie jest kolejna przygoda w Twoim życiu, to jest coś co je wywróci do góry nogami i rozwali wszystko co do tej pory w nim udało Ci się wybudować. Kariera, sport, życie towarzyskie, czytanie książek, fantastyczny związek, piękny i zawsze posprzątany dom, zdrowe odżywianie, chodzenie do kina… niezależnie co do tej pory było dla Ciebie na co dzień ważne, to pojawienie się w Twoim życiu dziecka na pewno część z tych rzeczy się zmieni, część z nich stracisz, będziesz musiała pewne kwestie przewartościować, a z innych zrezygnować. Dziecko, to nie “dodatkowy puzzel”, to zmiana. Ono zmienia wszystko. W każdym razie sporą część tego, co znasz jako Twoje Życie. 

Kłamstwo nr 7: Dziecko wynagrodzi Ci wszystko. 

Prawda jest taka, że być może będziesz regularnie sprawdzać ceny biletów w jedną stronę na Dominikanę, a może będziesz sobie czasem wyobrażała, że Twoje życie wygląda inaczej. I to będzie okej. Nawet jeśli świadomie podjęłaś decyzję o zostaniu matką i nawet jeśli wiedziałaś, jak trudno może być, to masz prawo czasem mieć dość. 

Tu tylko jedno słowo ode mnie – nie obwiniaj się za to. Dziecko nie wynagrodzi Ci wszystkiego, to niemożliwe. Nie stawiajmy przed macierzyństwem i naszym maleństwem takiego zadania.

Życie to sztuka wyborów i to jest okej.

Kłamstwo nr 8: Nic poza uśmiechem dziecka nie będzie miało znaczenia. 

To jest w ogóle szkodliwe, bo wiesz… niektóre matki faktycznie mają tak, że ich maluchy są radosne, pogodne i współpracujące, i znam wiele kobiet, którym faktycznie takie piękne chwile sporo wynagradzają, ale znam też matki, którym to niczego nie wynagradza, bo ich dziecko się nie uśmiecha i nie jest pogodne, jak inne dzieci. Znam też matki, którym to nic nie wynagradza, bo po prostu są zmęczone, czegoś im brakuje, jest im źle… przestańmy wmawiać innym mamom i mydlić oczy przyszłym mamom, że bycie mamą im wynagrodzi wszystko. No może tak, a może nie. To nie jest tak, że masz jakąś gwarancję.

Dlatego byłoby wspaniale, gdyby o tym wszystkim się mówiło głośno.

Kłamstwo nr 9: Intuicja Ci podpowie.

No a może nie podpowie? A może podpowie źle? Intuicja zawsze działa na podstawie wiedzy i doświadczenia. Jeśli wiele razy gotowałaś makaron penne z pesto, to intuicja doskonale Ci podpowie, jakich przypraw i ile ich użyć. Jednak jeśli robisz coś pierwszy raz, nie wpadniesz przecież po samej nazwie dana, jakich składników konkretnie musisz użyć, a co dopiero na to, jak przyrządzić danie krok po kroku.

Z wychowaniem dziecka jest podobnie – musisz najpierw poznać dostępne podejścia, narzędzia i style wychowawcze, nabrać doświadczenia, zobaczyć co działa, a co nie i dopiero wtedy możesz spokojnie polegać na intuicji.

Wiem też, że jest teraz cała masa osób, które mówią Ci, jak powinnaś wychować swoje dziecko.

Moja rada: wybierz kogoś, kto ma doświadczenie w pracy z dziećmi (wychowanie swojego dziecka, to trochę za mało) i kto opiera się na podobnych wartościach do Twoich w życiu. 

Podsumowując…

To o tych kłamstwach najczęściej słyszałam. To one spotykają wiele z Was (i mnie też). Pewnie niektóre odczułaś na swojej skórze, być może wszystkie? Daj znać, w czym Ty się poczułaś trochę oszukana w byciu matką.

Co Ci powtarzano? Jaki obraz macierzyństwa dostałaś w spadku od mam, babć, cioć i kuzynek? W co uwierzyłaś telewizji? Wiele z Nas w to wszystko nie wierzyło, a jednak zderzenie się z rzeczywistością zabolało. Nasz mózg umie racjonalnie rozważyć wiele kwestii, ale jeśli każdego dnia otaczamy się komunikatami, że “będzie idealnie”, to on wierzy, że “będzie idealnie”… dlatego warto dbać o to, kim i czym się otaczamy i samym nie tworzyć iluzji.

Tak też sobie myślę… może są też tu kobiety, które nie doświadczyły żadnego z tych trudów? Dajcie znać, że jesteście. Jeśli tu jesteście, to jesteście symbolem wielkiej zmiany dla kobiet.

Wiesz… macierzyństwo bywa przepiękne, dostarcza wielu matkom ogromu miłości, satysfakcji, emocji, których nie znajdziesz nigdzie indziej, ale to nie znaczy, że jest idealne. To nie znaczy, że czasem nie masz prawa do słabości.

Wiem, co Ci czasem chodzi po głowie. Wiem, jakie potem masz wyrzuty sumienia. Wiem, że czasem masz ochotę się rozpłakać i zacząć rzucać talerzami albo wybiec z mieszkania i biec prosto przed siebie. Wiem, jak to jest opaść z siły i nie mieć siły na nic, a jednocześnie wciąż próbować zaspokajać te wszystkie oczekiwania, które produkuje Twoje otoczenie i Ty sama sobie je produkujesz.

I to, co chciałam Ci powiedzieć tym wpisem, to “Hej! Wszystkie tam byłyśmy!”. Chcę przerwać to milczenie i narrację idealizującą absolutnie wszystko. Prawda jest taka, że w macierzyństwie bywa naprawdę pieruńsko ciężko i powiedzenie tego na głos jest pierwszym krokiem do zmiany.

Pozwól sobie na te wszystkie emocje.
Pozwól sobie czuć, to co czujesz.
Nie bój się mówić, jak jest.
Zadbaj o to, aby dbano o Ciebie.
Nie zgadzaj się na zakłamywanie rzeczywistości.

PS. Tak. Ten wpis jest do kobiet. Mówię w nim o macierzyństwie, nie o rodzicielstwie. To o tym był ten wpis. 

PS 2. Tak. Ja wiem, że w niektórych z Waszych domów tego nie ma, bo jest wsparcie, bo była od zawsze prawda, bo nie było tylu oczekiwań… ale to nie jest wpis o tym, jak cudownie jest w Waszych rodzinach i relacjach. To wpis o tym, jak czasem w tych relacjach i rodzinach jest kobiecie trudno.

© 2021 Mariola Kurczyńska. Wszelkie prawa zastrzeżone Realizacja: DB Elite Team

Dane rejestrowe:

Mariola Kurczyńska, prowadząca działalność gospodarczą przy ul. Waleriana Łukasińskiego 7/1, 59-220 Legnica, NIP: 6911297858, REGON: 890631040.

Tel.: 509 707 803

E-mail: kontakt@mariolakurczynska.pl

Obsługa klienta:

Pn–pt: 10:00–14:00